sobota, 21 maja 2016
Jędrzejów - Sędziszów
Sobotni wypad na rowerek zakończony.
Wszystko udało się zgodnie z planem - także świetna pogoda.
Nie będę się rozpisywał - zapraszam na film :)
czwartek, 5 maja 2016
Majowka - dzien 7 i 8
Ostatni dzien wyprawy.
Wrocila swietna pogoda.
Wyjechalismy na spokojnie po obfitym sniadanku.
Do Darlowa dobilismy jakos kolo 13tej chyba. Zostawilem w sklepie fotograficznym (grzecznosciowo) powerbanki do podladowania i pojechalismy do Darlowka.
Pognilismy troche nad morzem i po odebraniu powerbankow skierowalismy sie na polnocny wschid wzdluz wybrzeza. Kawalek za Darlowem rozbilismy namiotey. Pisilek nad brzegiem morza itd.
Jutro na pociag i do chaty.
środa, 4 maja 2016
Majowka -dzien 6
Skasowalo mi sie. Wrrrr. Nie chce mi sie znowu pisac. Uzupelnie w domu.
Jednak nie uzupełniłem i nie uzupełnię :)
Kręcenia pedałami dużo (101 km), ale kręcenia filmów jakoś mało - chyba z podowu przygnębiającej pogody.
wtorek, 3 maja 2016
Majowka - dzien 4 i 5
Dzien 4 minal standardowo: cieolo i bezproblemowo. Wieczorem rozbilismy sie nad jeziorkiem w lesie.
Dzien 5 znowu git. Odwiedzilismy jakis bunkier (opisze po powrocie). Dzien cieply ale pod koniec troche chlodniej.
Nicujemy nad jakims stawem przed Pilczynem Zdroj.
Zmieniamy plan i olewamy Kolobrzeg. Jedziemy zobaczyc morze w Darlowku (troche dalej).
niedziela, 1 maja 2016
Majowka - dzien 3
Ostroróg kolo Szamotulow - tu dzisiaj nocujemy - nad jeziorkiem oczywiscie :)
Dzien minal fajnie i szybko. Pogoda dopisala, chociaz bylo nieco chlodniej niz wczoraj.
Wieczorem kolacyjka z piweczkiem nad woda. Jest git :)
sobota, 30 kwietnia 2016
Majowka - dzien 2
piątek, 29 kwietnia 2016
Majowka - dzien 01
Zgodnie z planem spotkalismy sie we Wrocku o 11:30. Chwila gadania i ruszamy ustalona trasa.
Jeszcze we Wrocku chwila przerwy bo rozkrecil mi sie przedni bagaznik, ktory planowalem dokrecic w pociagu, ale jakos nue dokrecilem. Szybka naprawa i cisniemy dalej.
Najwazniejsze to opuscic miasto i ruch na ulicach, ale udalo sie szybko.
Na koniec dnia znalezlismy czatownie nad jeziorkiem w ktorej nocujemy.
Rewelka :)
wtorek, 22 marca 2016
Wyprawka Roztocze 2016
W piątek autkiem dojechałem na miejsce, gdzie mieliśmy zarezerwowaną fajną miejscówkę (dzięki kierowniku Mirku za świetną organizację). Wieczór minął na integracyjnej posiadówce w miłym towarzystwie.
W sobotę rano podzieliliśmy się na dwie grupy - szosową z planem większego (100 km) dystansu oraz "terenową" z trasą turystyczną o długości 60 km. Ostatecznie obie grupy zrobiły więcej km niż zamierzały.
Pogoda nam się udała - było zimno, ale słonecznie i sucho.
Zaliczyliśmy trochę terenów, trochę asfaltów i pizzerię :)
Było fajnie.
Wieczorem znowu imprezka połączona z "degustacją" smacznej naleweczki owocowej. W niedzielę rano rozjechaliśmy się po domach.
Świetna atmosfera skusiła mnie, aby zmienić plany na przyszłość i w maju zaliczyć forumowy zlot, którego nie planowałem zaliczać z powodu majowego wyjazdu na wyprawę północną Polską. Głównie chodziło o czas i kasę, ale jakoś to ogarnę, bo szkoda byłoby opuścić taką okazję i nie zaliczyć zlotu :)
sobota, 22 sierpnia 2015
Na Koniec Świata i jeszcze dalej - dzień 8
piątek, 21 sierpnia 2015
Na Koniec Świata i jeszcze dalej - dzień 7
czwartek, 20 sierpnia 2015
Na Koniec Świata i jeszcze dalej - dzień 6
Na Koniec Świata i jeszcze dalej - dzień 5
wtorek, 18 sierpnia 2015
Na Koniec Świata i jeszcze dalej - dzień 4
poniedziałek, 17 sierpnia 2015
Na Koniec Świata i jeszcze dalej - dzień 3
niedziela, 16 sierpnia 2015
Na Koniec Świata i jeszcze dalej - dzień 2
sobota, 15 sierpnia 2015
Na Koniec Świata i jeszcze dalej - dzień 1
czwartek, 30 lipca 2015
Błotna objazdówka z GRG :)
Jednak kilka ostatnich dni deszczowych i ta ulewa na sam koniec spowodowały, że cała wycieczka była mocno męcząca i chyba lepiej by się jechało rowerami wodnymi :)
Było nas tym razem 5 osób.
Było dosyć zimno, bo temperatura zaledwie nieco powyżej 10 stopni.
Ale jak już się rozgrzaliśmy to nie było z tym kłopotu.
W lasach i na polach samo błoto praktycznie i kałuże. Po jakimś czasie nawet przestałem się starać je omijać, bo to nic nie dało. Uwaliłem się jak świnia, a z powodu braku błotników wyglądałem jak tłusty borsuk z pasem błotnym na plecach :)
Od wody i błota rowery rzęziły i trzeszczały chyba każdemu. Miałem wrażenie, że poszły się rypać wszelkie możliwe łożyska - w pedałach, w piastach i suporcie.
Normalnie survival rowerowy :) ale jakoś dojechaliśmy wszyscy szczęśliwie.
Na koniec obmyliśmy rowerki u Konrada w garażu. Całe szczęście, bo dzisiaj to bym tego błota chyba już od roweru nie odkleił :)
Fotek wiele nie narobiłem bo nie było jak (jak zwykle). Jedynie na kawałkach asfaltowych da się kręcić / pstrykać, bo w terenie kierując jedną ręką można się zabić. No a wczoraj w błocie to już szczególnie było trudno.
Było fajnie, chociaż zmęczyłem się dosyć uczciwie przez to błoto :)
czwartek, 23 lipca 2015
Kolejna nocna objazdówka - wpadłem w nałóg :)
Wraz z Michałem i Robertem wyskoczyliśmy leśnymi ścieżkami, polami i czym się dało wzdłuż wschodniego brzegu zalewu.
Trasa bardzo fajna ale oczywiście męcząca jak cholera :) Szybkie odcinki lasem wzdłuż brzegu fajnie podnoszą adrenalinkę - no, może nie jest to jakaś jazda na złamanie karku (chociaż na upartego nie problem o solidną glebę z fatalnym skutkiem), ale ciśnienie skacze jak się goni po wąskich, leśnych dróżkach pozarastanych krzaczorami. Czasem wjeżdża się na pełnym pędzie w krzaki z nadzieją, że zaraz za nimi droga nadal wiedzie prosto :) Ocinki bardziej zasypane liściami dają natomiast ostro w kość. Momentami zastanawiałem się skąd ja biorę tyle potu :)
Przystanęliśmy na chwilę w fajnym miejscu.
Potem dalej pogoniliśmy na południe w stronę Płotów, a tuż przed nimi nawrotka i pedałowanko w stronę domu.
Ostatnie kilka kilometrów podjechaliśmy już asfaltem przez jakieś zadupia :)
Było fajnie, intensywnie, męcząco i wesoło :)
środa, 22 lipca 2015
Nocna objazdówka z GRG
Ruszyliśmy gdzieś na południe w większości nieznanymi mi terenami.
Zaliczyliśmy troszkę asfaltów, ale to dojazdowo bardziej. Głownie były to jak zwykle pola i lasy.
Najtrudniejszy odcinek został na koniec - no może nie tyle najtrudniejszy bo nie był aż taki znowu trudny, jednak był świetny i wyczerpujący. W ciemności cisnęliśmy lasem przy zalewie, a tam dziury, błoto, gałęzie.
Ogólnie błota było dzisiaj sporo bo kilka godzin przed wyjazdem trochę popadało. W związku z tym było trochę więcej gleb niż zazwyczaj :)
Ale było świetnie :)
Dzisiaj sporo czasu poświęciliśmy na postoje fotograficzne. Był ładny zachód słońca.
Zaliczyliśmy przejazd polem buraków cukrowych - fajna zabawa :)
W sumie zrobiłem 50 km i wypociłem cały basen olimpijski wody.
Rower upierdzielony jak traktor po orce. Ochlapałem go trochę z nadzieją, że będzie czysty, ale tylko go chwilowo zmoczyłem, bo dalej jest uwalony :) Nie mam czasu go doczyścić. Z drugiej strony czy jest sens?... W czwartek znowu śmigamy w teren :)
niedziela, 19 lipca 2015
Niedzielny rejs nad morze.
Zaraz za Gryficami zjechaliśmy z asfaltów i tak już zostało do końca wyprawy (z malutkimi wyjątkami).
Ponownie miałem okazję odwiedzić pałac w Otoku.
Potem cisnęliśmy łąkami, lasami, polami... Asfalty tylko tam gdzie już się nie dało inaczej, np w okolicy Trzebiatowa.
Jednak całość asfaltowych kawałków stanowiła zaledwie kilka % całej trasy.
W tym rejonie kraju jest masa świetnych terenów do takiej jazdy.
Jazda terenowa to dla mnie trochę odskocznia od tego co pedałowałem ostatnimi czasy.
Kiedyś lubiłem taką jazdę i mocno się w to bawiłem, ale to było wiele lat i kilogramów temu. Teraz już jest trudniej i bardziej męcząco, ale frajda nadal pozostała taka sama. Stopień zmęczenia taką jazdą jak dla mnie jest jakoś x2 w stosunku do asfaltów. Troszkę też się ostatnio obijałem rowerowo i forma spadła, ale po tych kilku razach z GRG wszystko już wraca do normy.
Jechało się super, ale pogoda nie była najlepsza. Wiedzieliśmy, że ma padać, ale chyba obaj liczyliśmy na jakiś cud, ze przejdzie bokiem czy coś... ale nie przeszło :(
Dorwało nas w Trzęsaczu.
Prognozy (które niestety sprawdziły się bardzo dokładnie) zapowiadały najbliższe kilka godzin lania, więc wróciliśmy samochodem (znajomy Michała akurat jechał w tym kierunku busem, więc się nam poszczęściło).
Wykręciliśmy niestety tylko 5 dyszek, chociaż plany były na ponad 2 razy tyle.
Może innym razem się uda.
Mimo wszystko trasa i przejażdżka była super.















