sobota, 30 kwietnia 2016

Majowka - dzien 2

No to kolejny swietny dzien za nami.
Zrobilismy 98km z czego jakias 1/3 to polne lub lesne drogi :) Moze to slaby pomysl pod sakwy ale ile frajdy :) 
Pozostala trasa to gorsze lub lepsze asfalty pomiedzy wioskami. Drogami gdzie jest duzo samochodow to przejechalismy najwyzej pare km. 
Caly dzien swietna pogoda. 
Troszke zmodyfikowalismy trase bo chcemy jutro zobaczyc jakies dęby gdzies tu w okolicy - Tom mowi, ze fajne. Zobaczymy :)
Nocujemy nad jakims stawem w miejscowosci Niesłabin za Śremem. 
Jest tu miejsce gdzie lokalsi robia chyba imprezy bo jakas szopka stoi, grill, miejsce na ognisko, male pomosty nad woda. 
Zrobilismy sobie ognisko, upieklismy kielbaske, obalilismy po browcu, a na koniec szybkie mycie w stawie i do namiotow :) Fajny dzionek. 

piątek, 29 kwietnia 2016

Majowka - dzien 01

Pierwszy dzien za nami.
Zgodnie z planem spotkalismy sie we Wrocku o 11:30. Chwila gadania i ruszamy ustalona trasa.
Jeszcze we Wrocku chwila przerwy bo rozkrecil mi sie przedni bagaznik, ktory planowalem dokrecic w pociagu, ale jakos nue dokrecilem. Szybka naprawa i cisniemy dalej.
Najwazniejsze to opuscic miasto i ruch na ulicach, ale udalo sie szybko.
Caly dzien mielismy rewelacyjna pogode - slonce i nawet ponad 20 stopni ciepla czasem. Do tego wszedzie juz zielono. Duza czesc trasy to calkowite zadupia, w tym lesne bezdroza, wiec bylo swietnie.
Na koniec dnia znalezlismy czatownie nad jeziorkiem w ktorej nocujemy.
Rewelka :)

wtorek, 22 marca 2016

Wyprawka Roztocze 2016

Pomalutku sezon rowerowy się rozkręca. Pierwszą w tym roku weekendówkę (18-20 marca) zaliczyłem na Roztoczu (no, prawie na Roztoczu) wraz z ludźmi z forum podrozerowerowe.info
W piątek autkiem dojechałem na miejsce, gdzie mieliśmy zarezerwowaną fajną miejscówkę (dzięki kierowniku Mirku za świetną organizację). Wieczór minął na integracyjnej posiadówce w miłym towarzystwie.
W sobotę rano podzieliliśmy się na dwie grupy - szosową z planem większego (100 km) dystansu oraz "terenową" z trasą turystyczną o długości 60 km. Ostatecznie obie grupy zrobiły więcej km niż zamierzały.
Pogoda nam się udała - było zimno, ale słonecznie i sucho.
Zaliczyliśmy trochę terenów, trochę asfaltów i pizzerię :)
Było fajnie.

Wieczorem znowu imprezka połączona z "degustacją" smacznej naleweczki owocowej. W niedzielę rano rozjechaliśmy się po domach.

Świetna atmosfera skusiła mnie, aby zmienić plany na przyszłość i w maju zaliczyć forumowy zlot, którego nie planowałem zaliczać z powodu majowego wyjazdu na wyprawę północną Polską. Głównie chodziło o czas i kasę, ale jakoś to ogarnę, bo szkoda byłoby opuścić taką okazję i nie zaliczyć zlotu :)

sobota, 22 sierpnia 2015

Na Koniec Świata i jeszcze dalej - dzień 8

No to pedalujemy na Gdansk. Ostatni dzien wyprawy wlasnie sie rozpoczal.
Na poczatek sklepik i jakies sniadanko :)
18:22 No i po wyprawie :(
Siedzimy w pociagu powrotnym do Krakowa. 
Gdansk osiagnelismy jakos przed 13-ta. 
Tam pokrecilismy sie troche, porobilismy foty a potem podjechalismy zamoczyc nogi w morzu :) No, prawie morzu, bo to w sumie zatoka, ale nie czepiajmy sie detali :)
Potem obiadek, piwko i dworzec PKP. 
Pogode mielismy znowu swietna. 

Cala wyprawa udala sie dokladnie tak, jak chcielismy. Chillout, ladna pogoda, zadnych problemow technicznych. 
Wypoczynek (psychiczny) w pelni udany. Zmeczenie fizyczne bez przesady, ale nogi troche bola - akurat, zeby sie nie dobijac ale, zeby wieczorne piwko dobrze smakowalo. Dziennie robilismy odcinki 100-120, z wyjatkiem dzisiejszego dnia, ktory byl bardziej lajtowy i wyniosl nieco ponad 60 km. 
W sumie wypedalowalismy ~840 km. 
Bylo super. 

piątek, 21 sierpnia 2015

Na Koniec Świata i jeszcze dalej - dzień 7

Przedostatni dzien dobiegl konca.
Pogoda znowu dopisala. Caly dzien bylo cieplo. No, moze prawie caly dzien, bo pod wieczor juz troche zawialo chlodem. Dal nam sie tez we znaki wiatr, ale na szczescie dopiero pod koniec dnia. 
Znowu czesciowo jechalismy WTRem, ale to ponownie przypadek, bo nie zalezalo nam na tym zupelnie. 
Gdzies po drodze znalezlismy fajne jeziorko i nie zawahalismy sie go uzyc :) Chwila kapieli w ten goracy dzien byla zbawienna. Woda rewelacyjna. 
Odwiedzilismy zamek w Malborku. Robi wrazenie, ogromne. 
Nocleg zalatwiony juz rano przez nasze centrum dowodzenia (jak zwykle niezawodne - dzieki zono, zrobie Ci za to cos fajnego... ;) ) standardowo okazal sie bardzo fajny. 
Wypedalowane niecale 120 km. 
Jutro juz ostatni dzien i jednoczesnie mniejszy dystans z finalem w Gdansku. 
Potem powrot pociagiem do Krk.

czwartek, 20 sierpnia 2015

Na Koniec Świata i jeszcze dalej - dzień 6

Ruszamy z Kwatewry.
Najpierw centrum Torunia a potem gdzies w okolice Kwidzyna. 
Pogoda zapowiada sie fajna. 

21:30
Lezymy w wyrkach z pelnymi brzuchami :)
Ostatecznie nocujemy w Grudziadzu, gdzie hotelik znalazla nam moja niezawodna zona, ktora jest naszym centrum operacyjnym podczas tej wyprawy. 
Po raz kolejny trafila w rewelacyjne miejsce. 
Hotelik przy torze zuzlowym z wygladu zalatuje Gierkiem, ale to tylko pozory. Jest czysty, zadbany. Lazienki wyposazone na maxa w to co potrzeba. W tym samym budynku jest restauracja z tarasem, na ktorym mozna wypic piwko i zjesc obiad czy cokolwiek, a jedzonko jest po prostu zajebiste. Takich flakow dawno nie jadlem. Placek po wegiersku tez wypasiony i tak duzy, ze nie pokonalem go calego :)
Do tego jakies smiesznie niskie ceny. Rewelka.

Dzisiaj dzionek minal przyjemnie. Czesciowo zalapalismy sie nawet na WTR, ktory jednak nie byl naszym celem. 
Pogoda super. Wiatr rozny, ale niezbyt uciazliwy. 
Fajny dzien :)

Na Koniec Świata i jeszcze dalej - dzień 5

Gniezno - Torun.
Jechalo sie troche ciezko bo wiatr od przodu w wiekszosci. Ale dojechalismy :)
Tylko pisac juz sie nie chcialo :)
Zaliczylismy Biskupin - fajne miejsce.

wtorek, 18 sierpnia 2015

Na Koniec Świata i jeszcze dalej - dzień 4

Dzien 4 za nami.
Dzisiaj bardziej lajtowo - wyjechalismy pozniej niz z wykle, tzn. z kwatery standardowo, ale najpierw do sklepiku po jakies sniadanko, potem poogladac zamek, park, zubry. Chyba kolo 11-tej ruszylismy w koncu w droge :)
Dzisiejszego dnia pogoda byla super jesli chodzi o temperature. Minusem byl mocny wiatr z boku - czasem pomagal, czasem przeszkadzal, a czasem rzucal nami na boki. 
Jakos tak sie zlozylo, ze dzisiejsza trase w duzej mierze przejechalismy dosyc ruchliwymi ulicami, a nie przepadam za tym. Na szczescie nie bylo zadnych nieciekawych sytuacji. 
Po przejechaniu prawie stowki, dojechalismy na kwatere w Gnieznie, gdzie zostawilismy toboly i udalismy sie na rynek. 
Tam pokrecilismy sie chwilke, a potem przysiedlismy w knajpie i wciagnelismy obiadek oraz oczywiscie browarka w ramach uzupelniania mikroelementow :>
Pani wlascicielka na kwaterze dala nam chlebek, smarowidlo oraz talerz pomidorow z dzialki - mamy wiec zapewnione smaczne sniadanko :)
Jutro w planach Biskupin, a nocowanko w Toruniu. 

poniedziałek, 17 sierpnia 2015

Na Koniec Świata i jeszcze dalej - dzień 3

Trzeci dzionek zaliczony :)
Rano opuscilismy fajna kwatere i ruszylismy w kierunku Konca Swiata, ktory osiagnelismy kolo poludnia. Tam chwila przerwy, posilek i jedziemy dalej.

Pogoda fajna caly niemal dzien. Cieplo, ale bez przesady. Wiatr dosyc mocny ale glownie w plecy. 
Jak zatrzymalismy sie pod kwatera to zaczal padac deszcz. Mamy farta :)
Ogolnie jechalo sie bardzo fajnie. Fotki i filmy po powrocie :)

niedziela, 16 sierpnia 2015

Na Koniec Świata i jeszcze dalej - dzień 2

7:30 Ruszamy. Troche nam zeszlo bo Adrian musial rzesy pomalowac :)
Na poczatek zamek w Bobolicach za jakies 27 km. 
15:40 Opuszczamy Czestochowe. Szybki rzut okiem na Jasna Gore i w droge. 
Pogoda sie zepsula. Poburzylo i pada ale to fajnie bo nie jest goraco. 
Załęcze Małe - tutaj dzisiaj nocujemy w jakiejs agroturystyce. Bardzo fajny pokoik i ogolnie miejscowka.
Przepedalowane spokojnym tempem 120 km. 
Na koniec dnia prysznic i piwko i juz nic wiecej nam do szczescia dzisiaj nie potrzeba :)
Jutro Koniec Swiata bedzie :)
Przewidywany nocleg w Gołuchowie a kolejny w Gnieznie.

sobota, 15 sierpnia 2015

Na Koniec Świata i jeszcze dalej - dzień 1

Spotkalismy sie z Adrianem o 9-tej. Nie wyrobilem wczesniej bo dopiero rano musialem sie pakowac (nadmiar roboty).
Najpierw podjechalismy pod smoka na symboliczne foto oraz na rynek, w tym samym celu :)


Potem w trase. 
Nie mialem tez czasu przeserwisowac roweru wiec jechalem pol dnia pykajacym jak zlom gratem. W koncu wpadlem na pomysl, ze moze to pedaly i zapuscilem je oliwa do lancucha. No i to w sumie pomoglo prawie calkowicie wyeliminowac wkurzajace dzwieki. 

Caly dzien goraco. Temperatura czasem przekraczala 40 stopni. 
Woda szla litrami, zarowno do picia jak i polewania lbow. 

Kilkanascie km przed Ogrodziencem zalapalismy sie na wyzerke na jakichs dozynkach :)
Poznalismy tez dwojke sakwiarzy z Krk, ktorzy cisneli z Krk na Czestochowe. Tez skusili sie na jedzonko na dozynkach :)

Potem, po obfitym posilku, jechalo sie bardzo ciezko :)
Ciezko tez bylo znalezc nocleg bo swieto jakies i niby dlugi weekend, ale sie jakos udalo. 

Na koniec dnia podjechalismy jeszcze do tutejszej, fajnej knajpki na jedzonko i piwko. 
Fajny dzien fajnie zakonczony :)

czwartek, 30 lipca 2015

Błotna objazdówka z GRG :)

Wczoraj pod wieczór, w strugach deszczu wybrałem się na kolejną objazdówke z GRG. Na szczęście deszcz ustał zanim jeszcze wyjechaliśmy z miasta, więc było spoko.

Jednak kilka ostatnich dni deszczowych i ta ulewa na sam koniec spowodowały, że cała wycieczka była mocno męcząca i chyba lepiej by się jechało rowerami wodnymi :)


Było nas tym razem 5 osób.
Było dosyć zimno, bo temperatura zaledwie nieco powyżej 10 stopni.
Ale jak już się rozgrzaliśmy to nie było z tym kłopotu.

W lasach i na polach samo błoto praktycznie i kałuże. Po jakimś czasie nawet przestałem się starać je omijać, bo to nic nie dało. Uwaliłem się jak świnia, a z powodu braku błotników wyglądałem jak tłusty borsuk z pasem błotnym na plecach :)

Od wody i błota rowery rzęziły i trzeszczały chyba każdemu. Miałem wrażenie, że poszły się rypać wszelkie możliwe łożyska - w pedałach, w piastach i suporcie.
Normalnie survival rowerowy :) ale jakoś dojechaliśmy wszyscy szczęśliwie.
Na koniec obmyliśmy rowerki u Konrada w garażu. Całe szczęście, bo dzisiaj to bym tego błota chyba już od roweru nie odkleił :)

Fotek wiele nie narobiłem bo nie było jak (jak zwykle). Jedynie na kawałkach asfaltowych da się kręcić / pstrykać, bo w terenie kierując jedną ręką można się zabić. No a wczoraj w błocie to już szczególnie było trudno.

Było fajnie, chociaż zmęczyłem się dosyć uczciwie przez to błoto :)

czwartek, 23 lipca 2015

Kolejna nocna objazdówka - wpadłem w nałóg :)

Dzisiaj skromniej, bo tylko we trzech, ale mniej, nie znaczy gorzej :)
Wraz z Michałem i Robertem wyskoczyliśmy leśnymi ścieżkami, polami i czym się dało wzdłuż wschodniego brzegu zalewu.

Trasa bardzo fajna ale oczywiście męcząca jak cholera :) Szybkie odcinki lasem wzdłuż brzegu fajnie podnoszą adrenalinkę - no, może nie jest to jakaś jazda na złamanie karku (chociaż na upartego nie problem o solidną glebę z fatalnym skutkiem), ale ciśnienie skacze jak się goni po wąskich, leśnych dróżkach pozarastanych krzaczorami. Czasem wjeżdża się na pełnym pędzie w krzaki z nadzieją, że zaraz za nimi droga nadal wiedzie prosto :) Ocinki bardziej zasypane liściami dają natomiast ostro w kość. Momentami zastanawiałem się skąd ja biorę tyle potu :)

Przystanęliśmy na chwilę w fajnym miejscu.

 Potem dalej pogoniliśmy na południe w stronę Płotów, a tuż przed nimi nawrotka i pedałowanko w stronę domu.
Ostatnie kilka kilometrów podjechaliśmy już asfaltem przez jakieś zadupia :)
Było fajnie, intensywnie, męcząco i wesoło :)

środa, 22 lipca 2015

Nocna objazdówka z GRG

Wczoraj standardowo spotkaliśmy się na Placu Zwycięstwa. Zebrało się nas 6 osób.

Ruszyliśmy gdzieś na południe w większości nieznanymi mi terenami.
Zaliczyliśmy troszkę asfaltów, ale to dojazdowo bardziej. Głownie były to jak zwykle pola i lasy.
Najtrudniejszy odcinek został na koniec - no może nie tyle najtrudniejszy bo nie był aż taki znowu trudny, jednak był świetny i wyczerpujący. W ciemności cisnęliśmy lasem przy zalewie, a tam dziury, błoto, gałęzie.
Ogólnie błota było dzisiaj sporo bo kilka godzin przed wyjazdem trochę popadało. W związku z tym było trochę więcej gleb niż zazwyczaj :)
Ale było świetnie :)
Dzisiaj sporo czasu poświęciliśmy na postoje fotograficzne. Był ładny zachód słońca.
Zaliczyliśmy przejazd polem buraków cukrowych - fajna zabawa :)

W sumie zrobiłem 50 km i wypociłem cały basen olimpijski wody.
Rower upierdzielony jak traktor po orce. Ochlapałem go trochę z nadzieją, że będzie czysty, ale tylko go chwilowo zmoczyłem, bo dalej jest uwalony :) Nie mam czasu go doczyścić. Z drugiej strony czy jest sens?... W czwartek znowu śmigamy w teren :)

niedziela, 19 lipca 2015

Niedzielny rejs nad morze.

O 10:00 spotkaliśmy się z Michałem w Gryficach przy fontannie. Chwilka pogaduszek i szybkiego rowerowego serwisu (czyszczenie, smarowanie łańcucha) na który nie miałem wcześniej czasu, a po chwili ruszyliśmy w kierunku morza.
Zaraz za Gryficami zjechaliśmy z asfaltów i tak już zostało do końca wyprawy (z malutkimi wyjątkami).
Ponownie miałem okazję odwiedzić pałac w Otoku.

Potem cisnęliśmy łąkami, lasami, polami... Asfalty tylko tam gdzie już się nie dało inaczej, np w okolicy Trzebiatowa.

Jednak całość asfaltowych kawałków stanowiła zaledwie kilka % całej trasy.
W tym rejonie kraju jest masa świetnych terenów do takiej jazdy.
Jazda terenowa to dla mnie trochę odskocznia od tego co pedałowałem ostatnimi czasy.
Kiedyś lubiłem taką jazdę i mocno się w to bawiłem, ale to było wiele lat i kilogramów temu. Teraz już jest trudniej i bardziej męcząco, ale frajda nadal pozostała taka sama. Stopień zmęczenia taką jazdą jak dla mnie jest jakoś x2 w stosunku do asfaltów. Troszkę też się ostatnio obijałem rowerowo i forma spadła, ale po tych kilku razach z GRG wszystko już wraca do normy.

Jechało się super, ale pogoda nie była najlepsza. Wiedzieliśmy, że ma padać, ale chyba obaj liczyliśmy na jakiś cud, ze przejdzie bokiem czy coś... ale nie przeszło :(
Dorwało nas w Trzęsaczu.
Prognozy (które niestety sprawdziły się bardzo dokładnie) zapowiadały najbliższe kilka godzin lania, więc wróciliśmy samochodem (znajomy Michała akurat jechał w tym kierunku busem, więc się nam poszczęściło).
Wykręciliśmy niestety tylko 5 dyszek, chociaż plany były na ponad 2 razy tyle.
Może innym razem się uda.
Mimo wszystko trasa i przejażdżka była super.

czwartek, 16 lipca 2015

Nocna objazdowka z GRG

Za mną druga nocna objazdówka bezdrożami wokół Gryfic.
Było super :)


Przejechaliśmy ponad 4 dyszki leśnymi duktami, polnymi... cholera wie czym, bo trudno to nawet nazwac polną drogą miejscami :). Generalnie wertepy, swietne widoki, zero cywilizacji (głównie, bo czasem trzeba kawałek asfaltu zaliczyć), i cała naprzód przez pola, na chybił trafił - albo będzie dziura, albo nie :) Czasem sie udaje, czasem nie i wtedy ktoś ląduje na glebie, ale podnosi się i pędzimy dalej :)

Czad zaczyna się po zmroku, gdy już nie widać nic po za tym, co oświetla lampka rowerowa. 
Zajefajny klimat. Aż szkoda do domu wracać :)

Ciemno jak w ... polu :)

Mgła dodaje zajebistej atmosfery :)


Dzisiaj było nas pięciu (ostatnio siedmiu).
Odwiedziliśmy kolejny pałac - tym razem w Rybokartach. Było już w prawdzie ciemno, ale zrobiłem kilka fotek przy świetle rowerowych lampek. 


Moja trasa wybrzeżem poszła się je... z powodu nadmiaru roboty, ale plusem tej sytuacji jest to, że czekają mnie w zamian kolejne nocne objazdówki z GRG :) Czyli nie ma tego złego :)

wtorek, 14 lipca 2015

Wieczorna trasa wertepami wokół Gryfic


Dzisiaj miałem przyjemność poznać kilka osób z Grupy Rowerowej Gryfice, z którymi zrobiliśmy nieco ponad 4 dyszki po tutejszych lasach.
Fakt, że jest tutaj sporo terenów do tego typu jazdy był mi znany, jednak sam nigdy nie eksplorowałem tych zakątków tak dogłębnie bo nie znam okolicy aż tak dobrze.
Dzięki chłopakom z GRG poznałem trochę nowych terenów - głównie lasy i pola. Świetna sprawa - uwielbiam taką jazdę, chociaż momentami było piaszczyście, a tego nie uwielbiam :)
Odwiedziliśmy ruiny ładnego pałacu w Otoku. Szkoda, że zarośnięty dookoła i nie dało się lepiej pooglądać.
Ruiny pałacu w Otoku

Przerwa na "dotlenienie" ;) - chyba jako jedyny w grupie byłem niepalący.

Rewelacyjnie jechało się jak już robiło się ciemno a nad polami zaczynała unosić się wieczorna mgła. Pola zboża, ledwo widoczna ścieżeczka, mgła i niezła prędkość dawały super frajdę :)
Bardzo udana wycieczka w świetnym towarzystwie.
W czwartek powtórka :) Już nie mogę się doczekać.
W planach m.in. jakiś inny pałac - jest ich tutaj podobno bardzo dużo.

poniedziałek, 29 czerwca 2015

Wakacyjne plany rowerowe

Pierwszy miesiąc wakacji standardowo spędzę na wsi, więc plany pedałowania będą związane z woj. Zachodniopomorskim głównie.
Nie wiem jeszcze jak tam się poukłada z czasem, z robotą itd, więc to tylko ogolne plany, bez dat i pewności, że się powiodą. Jednak coś poplanować można :)

Road to Hel
Może wybiorę się wzdłuż wybrzeża na Hel. Nie wiem tylko, czy wzdłuż całego (od Świnoujścia), czy tak jak na mapie. To się zobaczy.
Alternatywnie, może rozwinę wycieczkę na Hel i zrobię za jednym razem przy okazji tereny, które też mnie baaardzo kuszą od dawna:

Kółeczko przez Niemcy, dookoła zalewu. Wycieczka akurat na weekend (sobota - niedziela).
Dookoła Zalewu Szczecińskiego

Pewnie coś jeszcze wymyślę.

Sierpień zaczynam od zaplanowanej już dosyć dokładnie wyprawy z Krakowa, przez Koniec Świata do Gdańska.
Do Gdańska wybieramy się z Adrianem. Będzie to spokojna, tygodniowa wyprawa szlakiem knajpek z piwem :) - czyli z nastawieniem na 100% chillout.

Myślę, że na tym sierpien się nie zakończy i coś się jeszcze ciekawego wymyśli. Parę lokalizacji chodzi mi po głowie od dawna, więc może uda się coś zrealizować.

środa, 27 maja 2015

Cabo da browar - dzien 28

Posiedzimy w tej miejscowosci jeszcze pare dni bo ladnie tu. Pozwiedzamy okolice na rowerach, poplazujemy i poleniuchujemy na koniec urlopu. 
Do Lizbony pojedziemy pociagiem. Cabo da Roca olewamy bo tu jest tak samo ladnie, a zdobycie przyladka pociagiem i tak jest g... warte. 
Na tym koniec relacji z wyprawy, ktora na dobra spraw zakonczyla sie w Pirenejach. 
Po powrocie skrobne zapewne jakies podsumowanie na chlodno. 
Teraz zamierzam cieszyc sie pogada i widokami. 

wtorek, 26 maja 2015

Cabo da browar - dzien 27

Plan na dzisiaj - zimny browar nad oceanem. 
11:30 Bylismy sprawdzic mozliwosc polaczen kolejowych do Lizbony. Niby cos jest. W prawdzie az 2 przesiadki ale da sie. 
Ciekawe doswiadczenie moze byc. 
Sam dworzec kolejowy w remoncie - totalna rozpierducha. Praca wre - moze szykuja sie do sezonu. 
17:53 Bylismy na obiedzie w jakiejs galerii handlowej niedaleko campingu. Chinskie zarelko smaczne, ale za duzo. Czuje, ze zaraz urodze lub eksploduje.